obserwuj mnie!

snapchat
  • Buongiorno! Niby wakacje ale na blogu pojawi si nowy wpis!
  • La dolce vita czas start italy vacanze naples napoli
  • Coffee to go please   Off to Italy naples
  • Pije kawk wygldam przez okno i widz e wyjtkowo rowy
  • THIS voguepolska COVER  Jest to czas na praswk i
  • My city is my playground warsaw friday
  • Good morning Warsaw  Co jak co ale miasto to
  • Did you go out last night? maybe  Staro jest
  • Kiedy kreweta w pitek wjedzie za mocno warsaw shrimps wrzesienuniesien
  • Home
  • /
  • Marketing
  • /
  • Wirtualni influencerzy – czy lepsi od tych żywych z krwi i kości?

Wirtualni influencerzy – czy lepsi od tych żywych z krwi i kości?

Jak w social mediach odnajdują się wirtualni influencerzy? W jaki sposób współpracują z markami? Jakim cudem, gdy tyle mówi się o autentyczności, zyskują tak dużą rzeszę fanów?

W dzisiejszych czasach granica między światem wirtualnym a realnym zaciera się coraz bardziej. Ten proces przyśpieszają m.in. social media i postępujący w nich rozwój technologiczny. Umożliwiają udostępnianie coraz to nowych form treści i łączą nas, gdziekolwiek jesteśmy.

Co za tym idzie, media społecznościowe (a w dużej mierze Instagram i Facebook), to takie nasze okienko na świat. Podglądamy przez nie wyidealizowany obraz życia znajomych oraz daleki od prawdziwości styl życia przedstawiany przez influecnerów.

Jednak ostatnio ta fake’owość intagramowej “rzeczywistości” nabiera nowego wymiaru wraz z rozwojem nowych gwiazd tego medium – wirtualnych influencerów (artifical influencers).

Wirtualni influencerzy – influencerzy idealni

Kiedy pierwszy raz natknąłem się na profile wirtualnych influencerów, pomyślałem sobie: “WTF, kto będzie chciał obserwować posty jakiś sztucznych komputerowych tworów”. Jednak z biegiem czasu (i wzrostem ich popularności), zobaczyłem, że jest to duży i postępujący trend.

Ludzie masowo zaczęli śledzić aktywność tych “sztucznych” kont, w których wirtualne postacie prezentują wizje idealnego “życia” – spotkania ze znajomymi, luksusowe wycieczki, imprezy czy modowe stylizacje w ciuchach od znanych projektantów. Co więcej, każda z tych sztucznych postaci ma swoją złożoną osobowość (system wartości, pragnienia itp.), którą chętnie pokazuje na swoim profilu. Można by powiedzieć, że w kontekście tych kont, poziom aprobaty dla sztuczności na Instagramie sięga zenitu.

Dobra, ale dlaczego ludzie angażują się w treści generowane przez te konta (a raczej przez twórców tych kont)? Myślę, że dużą rolę odgrywa tutaj ciekawość. Wirtualni influencerzy to stosunkowo nowe zjawisko, dlatego wzbudza ono tyle emocji. Ludzie są po prostu ciekawi, jakiego typu posty będą publikować ich wirtualni ulubieńcy im w jakim kierunku ten trend będzie postępować.

Co więcej, każda z postaci opowiada na profilach swoją historię, która jest tak konstruowana, żeby zaciekawić i zaangażować jak największą ilość odbiorców. Opowiadają o tym, że są robotami, pokazują swoje biznesowe dążenia lub wydają single i robią karierę muzyczną. To się dzieje naprawdę, a odbiorcy są częścią tej całej szopki.

Jak sprawdzają się oni w influence marketingu?

Jednym z najważniejszych czynników, który sprawia, że influencer jest pozytywnie odbierany przez odbiorców, a co z tym idzie, potrafi im sprzedać/przedstawić jakiś produkt, jest to, że w ich oczach jest autentyczny. Dla przykładu, prędzej uwierzymy, że buty do biegania X są naprawdę wygodne, jeżeli przedstawi nam to influencer, którego pasją jest sport. Tym bardziej, jeżeli śledzimy jego aktywność już od dłuższego czasu i zdążaliśmy się z nim jakoś zżyć. Wtedy traktujemy jego reklamę jak radę dobrego kumpla i będziemy o niej pamiętać, gdy staniemy przed kupnem nowego obuwia.

W przypadku wirtualnych influencerów czynnik autentyczności jest równy zeru. Te wirtualne postacie występują na Instagramie jako zwykłe słupy ogłoszeniowe. Oczywiście mogą budować wokół prezentowanych produktów jakieś historie (i pewnie to kręci część odbiorców), jednak zawsze na końcu wiadomo, że pieniądze za reklamę wziął start-up/twórca posiadający prawa do tej postaci, a cały ten post to jedna wielka fikcja.

Jednak niektóre marki zaczynają współpracę z wirtualnymi influencerami. Robią to z dwóch powodów:

  • Zasięgi – Kilku wirtualnych influencerów może pochwalić się naprawdę sporymi zasięgami (np. @lilmiquela – 1,4 mln), dlatego i tak mimo wszystko marki są chętne na podjęcie współpracy. Dla przykładu wspomniana wcześniej Miquela współpracuje np. z Pradą, a @noonoouri z Diorem. Oczywiście, brandy na razie nie robią tego na dużą skalę. Bardziej badają ten teren i przeprowadzają drobne akcje typu posty sponsorowane. Jeżeli trend będzie postępował i coraz więcej ludzi zacznie śledzić te sztuczne konta, to możemy spodziewać się większych akcji marketingowych z ich udziałem.
  • Wirtualne konta = perfekcyjne konta (i content) – Współpraca z influencerami nie zawsze należy do komfortowych i przyjemnych z punktu widzenia marek. Trzeba internetowego twórcę stale pilnować i monitorować, aby zamieszane treści dotyczące marki były jakościowe i zgodne z ustaleniami w kampanii. A nie daj losie, gdyby ambasador marki został twarzą jakieś afery…
    W przypadku wirtualnych influencerów sprawa wygląda inaczej – marki dostają treści, które idealnie pokrywają się z ich potrzebami wizualnymi + reklamują to konta, które mają idealną (bo sztuczną!) prezencje i charakter (piękna sylwetka, symetryczna twarz, nienaganna osobowość itp.)

Poznajcie wirtualnych influencerów

@Miquela (1,4 mln obserwatorów) – Wirtualna influencerka, stworzona przez start up BRUD z LA (mają oni na swoim koncie też innych takich “sztucznych kont”). Na swoim profilu prezentuje ona życie nastolatki, jakie każda jej potencjalna rówieśniczka chciałaby mieć. Idealna uroda, stylizacje od największych projektantów, ekscytujące podróże, współprace z dużymi markami. Ba! Miquela wydała nawet ostatnio swój singiel o nazwie “Hate me”, który z miejsca stał się hitem, a na Times Square w Nowym Yorku Spotify umieścił ją na ogromnym billboardzie z tej okazji.
Miquela przedstawia siebie jako zaawansowanie rozwiniętego robota/sztuczną inteligencję (te samą informację znajdziemy na stronie BRUD), ale szczerze… cała ta historia prezentowana na stronie jej marki wygląda przynajmniej podejrzanie 😉

@shudu.gram (139 tys. obserwatorów) – Wirtualna infuencerka, która pozycjonuje siebie (a raczej jej twórca – grafik Cameron-James Wilson) jako supermodelkę. Czarnoskóra Shudu o idealnych proporcjach robi instagramową karierę reklamując outfity i kosmetyki znanych marek. 

Jej twórca mówi, że celem jej istnienia jest promowanie różnorodności w modzie i obalanie stereotypów. Jednak wiele osób zarzuca mu, że jako biały dorosły mężczyzna wykorzystuje ten poważny temat do bogacenia się na współpracach z markami.

To tylko chwilowy trend czy nowa rzeczywistość?

Czy nam się to podoba czy nie, wirtualni influencerzy będą stałym elementem w przyszłości. Oczywiście nie zastąpią oni tych realnych, ale na stałe zagospodarują sobie miejsce w przestrzeni medialnej i za kilka lat nikt nie będzie się im dziwił.

Sztuczna inteligencja, roboty i inne wirtualne twory będą pojawiać się w naszym codziennym życiu w coraz bardziej zintensyfikowany sposób. Może nie będą masowo zastępować nas w pracy (przynajmniej nie teraz), ale na pewno jeszcze nie raz zdziwi nas, jak duży wpływ będą miały na różne branże. Na tę mediowo-rozrywkową też.

Dodaj komentarz